Pracy nigdy za mało
Data dodania: 2011-03-01 22:48
Po przyjściu „na dział” tradycyjne pytanie rannej zmiany, do którego zdążyłem się już przyzwyczaić: „Co wy w ogóle wczoraj popołudniu robiliście? Nie widać, żeby cokolwiek było „ruszone”. Mimo że tak częste, pytanie wciąż na nowo mnie zaskakuje i, przyznam szczerze, nigdy nie wiem, co na nie odpowiedzieć. Sztuka retoryki na niewiele się tu zda. W jednej sekundzie próbuję przypomnieć sobie, czego wczoraj dokonałem. To nie takie proste, nie dlatego, że było tego tak mało. Przeciwnie – cała masa „mniejszych i większych czynności”, skumulowanych w moim mózgu, że aż tworzą zator. Wymieniam niezgrabnie, plączę się w zeznaniach, błąkam się w labiryncie pamięci. A oni żądają dowodów. Mam im pokazać palcem. Dukam, a oni kiwają głowami, z niedowierzaniem i reprymendą. Gdy K., na samym początku naszej współpracy, indagował mnie w ten sposób, odpowiedziałem: „Schowałem się za regałem i cały dzień paliłem fajki”. Nie uwierzył.
Poważnie zastanawiam się, czy po prostu nie zapisywać sobie wszystkiego, co akurat robię, włącznie z godziną rozpoczęcia, czasem trwania czynności, godziną zakończenia, precyzyjnie, co do minuty. Wtedy miałbym dowód, że nie jestem leniem, nie migam się od pracy.
Odkąd jestem zatrudniony w Auchan rzadko kiedy zdarzyło mi się usłyszeć, że wykonałem kawał dobrej roboty, że w ciągu ośmiu godzin zrobiłem za dużo, chociażby dużo. Zawsze powinienem i mogłem zrobić więcej - ale się nie starałem, traciłem czas na pogaduszki, obijałem się. Niektórzy menedżerowie mają w zwyczaju podważać wyniki naszej pracy, nasze kompetencje i umiejętności, wywoływać w nas poczucie winy, że z czymś się nie uporaliśmy.
Liczba komentarzy: 0
Dodaj komentarz >>

