Byle szybciej!
Data dodania: 2011-02-01 00:03
2 marca 2009
Jest godzina 21.00. Nasz senior-menedżer, czyli „po staremu” główny kierownik, zarządził przebudowę sektora, w którym pracuję. Trzeba rozmontować część wysokiego na kilka i długiego na kilkanaście metrów regału i przesunąć go w kierunku głównej alejki w sklepie. To druga duża przebudowa, w której biorę udział. Pierwszą robiliśmy przed świętami Bożego Narodzenia, w nocy, gdy sklep był zamknięty. Podobno zawsze powinno się to robić w nocy, gdy hala jest pusta. Teraz spróbujemy uporać się z tym do końca zmiany, czyli w godzinę. Klienci wciąż snują się między półkami.
Przebudowa jest domeną „technicznych”. Do nich należy rozmontowanie tego żelastwa i powtórne złożenie. Jeden nawet jest z nami, pracownikami hali, więc będzie łatwiej. Gromadzimy się wokół regału i kombinujemy, jak go najszybciej przesunąć. Menedżer pogania nas, żebyśmy się z tym uporali do 22.00. Nie musi. Każdy chce wyjść o tej porze do domu, bo za nadgodziny się nie płaci, są do odbioru w nieokreślonej przyszłości. „Techniczny” stoi na przesuwanej drabinie i odkręca boczne, spinające regał z jednej strony, metalowe przęsło w kształcie odwróconej litery T. Menedżer instruuje, co i jak ma być. My biegamy wokół próbując ogarnąć ten chaos. Nagle wysoki na klika metrów kikut niebezpiecznie przechyla się w stronę bocznej alejki. Kątem oka widzę, że jakiś brzdąc, który oglądał zabawki w naszym dziale, wbiegł w strefę ewentualnego upadku przęsła. Doskakujemy od dołu do metalowej tyczki. Jeden z menedżerów wskakuje na drabinę i pomaga „technicznemu” przytrzymać ją u góry. Sytuacja opanowana. Mamy dzisiaj sporo szczęścia – uwinęliśmy się do 22.00. Wielu z nas zdąży na wcześniejszy autobus.
Liczba komentarzy: 0
Dodaj komentarz >>

