Azjatycki syndrom
Data dodania: 2011-01-31 23:53
Hierarchiczne relacje w firmie, relacje między kadrą zarządzającą a pracownikami, opierają się raczej na strachu i presji niż porozumieniu i współdziałaniu. Zamiast dążyć do kooperacji i współpracy bazującej na koleżeństwie, wyrozumiałości i zaufaniu, menedżerowie bardzo często uciekają się do budowania napięcia, zastraszania czy szantażowania podwładnych. Objawem tego jest sposób traktowania pracowników – protekcjonalny, czasem chamski. Menedżerowie, którzy nie potrafią budować swojego autorytetu, wydając polecenia, często posiłkują się osobą tzw. senior-menedżera czy pani dyrektor: „Pani dyrektor będzie wściekła”, „Pani dyrektor nie lubi jak coś jest nie zrobione”, „Pani dyrektor chodzi po sklepie i będzie zła, jak to zobaczy”, „Senior-menedżerowi może się to nie spodobać”. Dyrekcja jest traktowana jak ostateczna instancja oceniająca naszą pracę - chyba że mamy akurat zapowiedzianą wizytę z centrali w Piasecznie albo z Francji. Wtedy presja jest jeszcze większa. Pracownicy traktowani są nie jak mający swoje słabości i gorsze dni ludzie, tylko konie pociągowe, które są tyle warte, ile potrafią udźwignąć w jak najkrótszym czasie. Panuje atmosfera nagonki, niepewności, obaw, gorączkowej i chaotycznej bieganiny. Podejście do pracownika jest raczej azjatyckie. Ma robić, dopóki nie „padnie”. Potem zastąpi się go nowym. Przypomina to trochę Sowietów budujących rękami niewolników drogę z Magadanu do kopalń Syberii. Wycisnąć z więźnia co się da, minimalnym kosztem utrzymać go przy życiu, a jak to już niemożliwe – zastąpić go następnym.
Liczba komentarzy: 0
Dodaj komentarz >>

